wtorek, 30 sierpnia 2016

Idealny Deadshot, irytująca Harley i straszny Joker, czyli moja opinia o Suicide Squad

Ostatnio wybrałam się do kina na Legion Samobójców. Szczerze mówiąc, pierwotnie nie miałam zamiaru na to iść, ale widziałam tyle opinii o tym filmie, tyle osób o tym rozmawiało, że się wkurzyłam, że nie wiem o co chodzi i poszłam do kina.


UWAGA! PONIŻSZY TEKST MOŻE ZAWIERAĆ (I ZAWIERA) SPOILERY, WIĘC JEŚLI NIE OGLĄDAŁ*Ś, STRZEŻ SIĘ! (no chyba, że jesteś dzieckiem spoilerów, wtedy bez obaw)

(obrazek wzięty z internetów, bo nie umiem robić zdjęć)

Przyznam się, że przez pierwsze pół godziny filmu razem z przyjaciółką miałyśmy zamiar wyjść z sali i uciec na zakupy. Powodem tego było to, że przez większość czasu patrzyłyśmy na swoje ręce albo na siebie, bo się bałyśmy i Jokera i Enchantress (to miejsce aż błaga o moją ulubioną emotkę. czyli "XD"). Dobrze, że nie wyszłyśmy, bo Suicide Squad jest jednym z tych filmów, który się rozkręca po jakimś czasie.

W internecie słyszało się dużo o boskim soundtracku i podchodziłam do tego sceptycznie, bo jestem fanką cięższych brzmień, ale gdy tylko usłyszałam "House of the Rising Sun" na początku, to stwierdziłam, że to jednak może być dobre. (Tak właściwie Dom wschodzącego słońca to jedyna piosenka, którą rozpoznałam, a to tylko dlatego, że grałam ją na gitarze). I było całkiem okej, co prawda nie moje klimaty, ale nie było też źle.

Czytałam dużo opinii na temat postaci i spodziewałam się nie wiadomo czego po Harley i Jokerze. Tymczasem Jokera się bałam, a Harley mnie okropnie denerwowała. Zakochałam się za to w postaci Deadshota. Niektórzy mówią, że był "słaby", ale moim zdaniem niekoniecznie. Podobał mi się z wielu powodów, ale chyba najważniejszym było to, że można było zobaczyć, że złoczyńcy też mają serce, też potrafią kochać (u Jokera i Harley to też było, fakt, ale odbieram to całkiem inaczej), są ludźmi. Płakałam przy scenach z nim, przy tym, jak jego córka mówiła mu, żeby nie strzelał (to tak właściwie nie była jego córka, tylko wizja stworzona przez Enchantress, ale whatever), tak, że potem przez jakiś czas wszystko widziałam zamazane. Polubiłam też Diablo. Jego historia była okropna, ale i smutna i na tym też płakałam. Ogólnie z Olą stwierdziłyśmy, że aktor, który go gra, ma takie oczy jak Johnny Depp i dzięki temu film podobał nam się jeszcze bardziej.

Po Legionie moja cząstka sympatii do Batmana nieco zmalała, ale zapunktował w scenie po napisach (której nie do końca ogarnęłam, ale to swoją drogą).

Zakończenie mnie po prostu rozbroiło. To było okropne, że nie dość, że ocalili świat, to jeszcze uratowali tą babę, a co w nagrodę? Potrójne dożywocie skrócone o dziesięć lat! Oo, jak świetnie, jaka hojna nagroda! Wiem, że DC i Marvel łamią serduszka, ale płakałam na tym filmie prawie tak jak na Kosogłosie, a to naprawdę wyczyn.

Podsumowując: Deadshot i Diablo to życie, sam film też jest niezły, ma całkiem fajny soundtrack. i rozbrajające zakończenie. Gdybym miała przyznawać punkty, dałabym 7/10. Jeśli już oglądaliście, koniecznie napiszcie w komentarzach swoje opinie. Jeśli nie - obejrzyjcie, warto!

Z racji tego, że już w czwartek jest koniec wakacji, posty na blogu będą się pojawiały rzadziej (albo w ogóle), bo już za dwa dni będę mogła nazywać się styraną przez życie drugoklasistką, a także gimbusem, yolo. Mam nadzieję, że jakoś to wszyscy przeżyjemy.

(Tak swoją drogą, to jestem dumna, że ostatni post napisałam wczoraj, a dziś już publikuję ten, szaleję).

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana do LBA! Za nominację serdecznie dziękuję Nataszy z bloga Tajemnice Słów <klick!>. Nie przedłużając, zaczynajmy!

Czym jest i na czym polega LBA?

Kradnę, bo mogę i nie chce mi się tego przerabiać :')
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloga w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanej od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań."


Let's go!

1. Dlaczego czytasz książki?

Czytam, bo lubię. To, że przy okazji uczę się nowych słów, ogarniam ortografię, interpunkcję etc., to przyjemny skutek uboczny, bo czytam głównie dla przyjemności. Uwielbiam odkrywać świat, jaki chce nam przedstawić autor, kocham poznawać postaci...

2. Znalazłaś jakąś ekranizację lepszą od książki?

Owszem. Jest to bardzo popularna seria (nie wiem, jakim cudem jest popularna, ale ok), której ekranizacja (przynajmniej pierwszej części) jest o niebo lepsza od książki. Mówię o Niezgodnej. Film mi się naprawdę bardzo podobał i ogarnięta szałem kupiłam książkę tego samego dnia. I zmarnowałam cenne 40 zł, które mogłam wydać na coś lepszego, chlip chlip. Książka nie podobała mi się ani trochę i teraz już nawet nie leży na mojej półce, bo stwierdziłam, że nie chcę tego widzieć i sprzedałam kuzynce. (Najpierw chciałam napisać "sprzedałam kuzynkę", dżizas, jestem okropna).

3. Jaką książkę proponujesz na wakacje?

W sumie nigdy nie rozumiałam polecania książek "na jesienne wieczory", "na wakacje", "na zimowe popołudnia". Książka to książka i czyta się ją wtedy, gdy ma się ochotę, nie dlatego, że pasuje do wakacji, czy coś. W te wakacje czytałam "W śnieżną noc" smażąc się na słońcu. Można? Można.

4. Twój ulubiony bohater książkowy?

O nie. Onienienienienie, nie wybiorę jednego. Mam tyle crushów, że nie potrafię ich wszystkich spamiętać, a co dopiero wybrać jednego, którego kocham najbardziej. Nie. Wymienię pięć, chociaż i tak boli mnie to, że krzywdzę tych, których nie wymienię. Okej, moja cudowna i wspaniała lista: Syriusz Black, Gellert Grindelwald, James Carstairs, Alec Lightwood, Carter West, Finnick Odair, Maven Calore, Shade Barrow. Chyba jest więcej niż pięć, ups. I tak mam wrażenie, że kogoś pominęłam. I, tak, moje ulubione postaci to wyłącznie faceci, dziewczyny mnie irytują. (To miejsce aż się prosi o "XD").

5. Pierwsza przeczytana przez ciebie książka?

Wydaje mi się, że "Dzieci z Bullerbyn". Tak,  na pewno to. Przeczytałam to mając sześć lat w ciągu tygodnia. Tak, też czuję ten fejm.

6. Twoje ulubione seriale?

Oglądam jeden, elo. Sherlock. Sherlock to życie. I styl życia. Sherlock>>>>.

7. Dlaczego założyłaś bloga?

Szczerze? Bo mi się nudziło. To powód, dla którego zrobiłam większość rzeczy w moim życiu.

8. Myślałaś nad nagrywaniem na BookTube?

Myślałam, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu, bo:
a) nie mam czym nagrywać
b) mam ogromnie słaby internet i filmik pewnie wrzucałby się 10 godzin
c) pewnie znudziłoby mi się po dwóch tygodniach

9. Twoje hobby?

Odsyłam do "O mnie" i strony "Jeszcze więcej o mnie", tam wszystko jest, nie chce mi się pisać po raz trzeci. 

10. Ulubiony typ książek?

Szczerze mówiąc nie mam ulubionego. Lubię czytam sci-fi, fantasy, czasem kryminały...

11. Kiedy założyłaś bloga?

Osiem dni temu, jak to było dawno, nie wierzę *ociera łzę wzruszenia*.

Najtrudniejsza część, czyli nominacje

Jeśli chcesz zrobić LBA na swoim blogu, czuj się nominowany, bo ja więcej pomysłów kogo mogłabym nominować nie mam. :')

Pytania

1. Czy jest jakaś książka, dzięki której wciągnąłeś się w czytanie? Jeśli tak, to jaka?
2. Wolisz czytać książki z narracją pierwszoosobową, czy trzecioosobową?
3. Przeszkadza ci, gdy książki z biblioteki mają zagięte rogi?
4. Zaznaczasz jakoś ulubione fragmenty/cytaty w książkach?
5. Oglądasz jakieś seriale? Jeśli tak, jakie?
6. Podaj swoje ulubiony filmy (bo jeden film to chyba mało).
7. Masz ulubioną ekranizację książki?
8. Jakiej muzyki słuchasz?
9. Piszesz jakieś opowiadania?
10. Co lubisz robić w wolnym czasie?
11. Książka, która pomimo wielu dobrych opinii, nie spodobała ci się.

Z mojej strony to chyba tyle. Do następnego! :'3

piątek, 26 sierpnia 2016

Cień Wiatru, Avengers i Sherlock - podsumowanie wakacji

Z racji tego, że do końca wakacji zostało 6 (!!!) dni, nadszedł czas na małe podsumowanie. Tak naprawdę piszę to tylko dlatego, że nie mam na nic pomysłu, ale shh. Szczerze mówiąc, nie jestem jakoś super zadowolona z ilości tego, co przeczytałam i obejrzałam, no ale to moja wina, bo przesiedziałam cały czas wolny przed telefonem/tabletem/komputerem.



Książki

Ostatnio przeglądając pliki na moim komputerze zauważyłam coś o tytule "wyzwanie czytelnicze 2k16" i przypomniało mi się, że miałam przeczytać tyle książek, ile mam wzrostu. Już ósmy miesiąc mija, a jestem w... 1/3? Chyba nawet mniej. W te wakacje chciałam nadrobić zaległości czytelnicze, chyba nie wyszło.

Nie będę was zanudzać rozpiską, co dokładni przeczyytałam, bo nie pamiętam. Napiszę tylko o hitach i niewypałach.

Książką, z której przeczytania jestem z siebie dumna, na pewno jest "Cień Wiatru" autorstwa Carlosa Ruiza Zafón. Dostałam ją pod choinkę i wtedy próbowałam przeczytać, ale szła mi wyjątkowo powoli i zrezygnowałam, co prawda z postanowieniem, że kiedyś ją przeczytam, ale przyznaję, że nie zamierzałam jej przeczytać w bliskiej przyszłości. Zabrałam się za nią kiedy byłam u kuzynki (jestem taka aspołeczna, że u kuzynki umiem tylko czytać książki) i zakochałam się! Zafón idealnie buduje napięcie, a zakończenie jest niespodziewane, ale na pewno nie nieprzemyślane. Ta książka jest jedną z najlepszych jakie przeczytałam, nie tylko w tym roku, ale też w ogóle.

Oprócz tego jestem z siebie dumna, bo przeczytałam trzy części Harry'ego Pottera po angielsku, a czwartą niedługo będę zamawiać.

To jeśli chodzi o hity, a tak właściwie jeden hit (HP nie liczę, bo HP to styl życia). Jeśli chodzi o niewypały - raczej nie było czegoś na czym się zawiodłam w tym stopniu, co na Niezgodnej, ale na pewno spodziewałam się czegoś więcej po "Mrocznych Umysłach". Kupiłam pierwszy tom tej serii i zatrzymałam się gdzieś około 150 strony. Może później się rozkręca, ale odniosłam wrażenie, że autorka z całej siły stara się stworzyć przerażający świat, w którym wszystko i wszyscy są źli i trochę jej to nie wychodzi. Po prostu mi się nie spodobała, ale koniecznie muszę ją skończyć - może nie jest taka zła?

Filmy

Należałoby tutaj wspomnieć, że ja naprawdę rzadko oglądam filmy. W te wakacje przeszłam siebie, bo obejrzałam  w sumie około 15 (dla mnie to naprawdę dużo) i w poniedzałek wybieram się do kina na Suicide Squad.

Hitem tych wakacji na pewno jest Marvel. Nigdy nie mogłam się przekonać do filmów z superbohaterami, po prostu nie ciągnęło mnie do tego. Jednak na obozie koleżanka miała parę filmów i zdecydowałyśmy się na obejrzenie Civil War, bo nie ma to jak oglądanie ostatniego filmu o Kapitanie Ameryce bez znajomości poprzednich, nie mając pojęcia, o co chodzi w połowie fabuły. Nie żałuję absolutnie, bo dzięki temu wkręciłam się w filmy Marvela. Oglądnęłyśmy też First Class i Days of the Future Past, a w domu zabrałam się za filmy z uniwersum Avengersów. Jak na razie najbardziej spodobał mi się Thor (Loki jest takim uroczym ciasteczkiem, aww), ale przede mną jeszcze Zimowy Żołnierz, Czas Ultrona i Hulk.

Oprócz filmów Marvela, oglądnęłam też dwie części Iluzji, na drugiej byłam w kinie w dniu moich urodzin (i w dniu urodzin Sebastiana Stana, jestem wygrywem!) i kocham te filmy, a jeszcze bardziej Merritta McKinney'a.

Seriale

Tutaj nie mam nic specjalnego. Myślałam, że ohoho, ile ja seriali obejrzę, może The 100, a może SPN, a może jeszcze coś innego... Wyszło na to, że jeszcze raz oglądnęłam Sherlocka. No i jeszcze na obozie zabrałyśmy się za Supernatural, ale to absolutnie nie dla mnie, bo pół pierwszego odcinka spędzłam pod kołdrą mameocząc pod nosem "boję się". Z drugim było trochę lepiej, ale nie mam zamiaru oglądać tego dalej w najbliższym czasie.

I to chyba będzie koniec mojego małego podsumowania. Do następnego!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Avada, mugolu, czyli jak to jest być prawdziwym potterhead

Czym różni się prawdziwy potterhead od jakiegoś podrabiańca?
Przede wszystkim czytał książki. No i oglądał filmy. Nie czytałeś HP? I ty śmiesz nazywać się potterhead, ty parszywy mugolu?! Oprócz tego musi być w fandomie co najmniej parę lat. No bo kaman, jak to możliwe, że ktoś uwielbia Pottera mimo że przeczytał/oglądął go pierwszy raz tydzień temu? Przecież to niedopuszczalne.

Jak być prawdziwym potterhead?

Musisz hejtować Kościół, to podstawa. Najlepiej będzie rzucić Avadę na tych wszystkich debilnych mugoli, którzy uważają, że książki J.K. Rowling to dzieło szatana. Tak, Avadę. A wcześniej najlepiej Cruciatus. Niech wiedzą, jaką moc ma gniew fandomu i giną w męczarniach, bwahahah!
Za każdym razem, gdy Harry leci w telewizji, masz rzucić wszystko i oglądać. Rodzice chcą oglądać coś innego, na przykład mecz, którego na żywo nie zobaczą nigdy więcej? Co z tego! Potter jest ważniejszy. Najlepiej otwórz Komnatę Tajemnic, spetryfikuj ich wszystkich, a następnie ciesz się filmem. Oczywiście w międzyczasie pomiędzy uwalnianiem Bazyliszka a włączaniem telewizora powinienieś wejść na jakąś grupę/stronę potterowską i napisać post o tym, że Harry Potter jest dziś w telewizji! Albo narzekać na takie posty. Albo narzekać na posty narzekające na takie posty.
Dodatkowo, obowiązkiem każdego prawdziwego potterhead jest witanie "nowych sezonowców" pogardliwymi postami na grupach/stronach. Co z tego, że ktoś chce dołączyć do fandomu i także stać się prawdziwym potterhead. Musicie go hejtować, bo oglądnęli (ew. przeczytali, ale ostatnio coraz mniej osób to robi) HP akurat wtedy, gdy leciał w telewizji. On jest sezonowcem, nie rozumiecie tego?
Prawdziwy potterhead absolutnie nie może lubić tego, co wszyscy, wtedy nie będzie wyjątkowym (prawdziwym!) fanem, tylko takim, jak wszyscy. On musi wielbić coś lub kogoś, czego nie lubi nikt. No i ofkors nie może zabraknąć hejtowania. Jesteś w Gryffindorze? Haha, ale jesteś nieoryginalnym debilem, lol, pewnie dlatego, że Golden Trio, haha, żałosne. Lubisz Draco? Jak możesz lubić takiego fretkowatego śmiecia? I jeszcze pewnie jesteś w Slytherinie, bo Drakóś. Lepiej wbijaj do Gryffinpuffu, to najlepszy dom!

Podsumowując: Jeśli chcesz być prawdziwym potterhead to musisz hejtować wszystko i wszystkich, chyba że to książki Rowling, wtedy musisz to ubóstwiać. (Nie uważasz Pottera za najlepsze książki na świecie? I jesteś potterhead? Chyba żartujesz!)

Dla jasności. Gdyby ktoś nie zauważył (a chyba ciężko xd), ten post jest pisany z przymrużeniem oka. Nie mam na celu obrażenia nikogo, broń Boże! Chodziło w nim o to, żeby uświadomić niektórym, jak wyglądają niektóre zachowania. Okej. Mnie też denerwują osoby, które mówią, że Insygnia Śmierci cz. 2 to ósma część HP. Tak samo te, które są w Gryffindorze "bo Harry". Ale to nie znaczy, że trzeba po nich jechać, bo naprawdę zniszczymy ten fandom.

Mam nadzieję, że post się podobał. Do następnego! :3